<<<<<<< HEAD

Leopold Kozłowski – jego modlitwa w BUKOVINIE

  • 30 kwiecień 2013

W niedzielę 28 kwietnia w BUKOVINIE odbył się niezwykły koncert: na deskach sali kongresowej Hotelu Bukovina wystąpił Leopold Kozłowski – ostatni klezmer Galicji wraz z przyjaciółmi. Towarzyszyli mu m. in. Jacek Cygan, Katarzyna Jamróz oraz Marta Bizoń.

Leopold Kozłowski to postać nietuzinkowa, muzyk, kompozytor, dyrygent, pianista… Jednym słowem – człowiek orkiestra. Ostatni klezmer Galicji, często określany też mianem ostatniego klezmera Europy. W młodości przeszedł piekło na ziemi, w czasie Holokaustu stracił rodziców, pod koniec wojny zamordowano również jego brata.

Jest wnukiem Pejsacha Brandweina, który wraz z tuzinem swoich synów (!) założył najsłynniejszą w Galicji kapelę klezmerską. Bracia Brandweinowie byli tak sławni, że pewnego razu zagrali przed marszałkiem Józefem Piłsudskim, a także na dworze cesarza Franciszka Józefa.  Wuj Leopolda Kozłowskiego – klarnecista Naftule Brandwein - w Ameryce był niezwykle popularny i zapracował sobie na określenie "króla muzyki żydowskiej świata".

Przygotowując się do rozmowy z Leopoldem Kozłowskim miałem dziwne wrażenie, że o cokolwiek bym nie zapytał, będą to pytania banalne. Czułem do niego ogromny szacunek, ale jednocześnie sympatię. Profesor Kozłowski wydawał się osobą niezwykle ciepłą i otwartą. I tak też było w rzeczywistości, podczas naszej rozmowy…

Tomasz Gawędzki: Panie Profesorze, jak to się stało, że zagrał Pan w BUKOVINIE?

Leopold Kozłowski: Prosta sprawa, padła propozycja, a ja nie zastanawiając się długo, zgodziłem się. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek grał na Podhalu, więc był to chyba mój pierwszy koncert w tej części kraju (śmiech). Miejsce natomiast jest wspaniałe, wręcz zjawiskowe. Dziękuję Prezesom i wszystkim, którzy brali udział w organizacji koncertu, za zaproszenie do tak cudownego miejsca, jakim jest BUKOVINA!

Zwykle koncertuje Pan przed wielką publicznością. Czy nie było dla Pana problemem zagranie przed kameralną publicznością?

- Absolutnie nie! Publiczność w BUKOVINIE podczas koncertu była wspaniała, zerkałem kątem oka na ludzi i widziałem ich żywiołowe reakcje. Oni nie udawali!

Ja widziałem ludzi wychodzących po koncercie ze łzami w oczach i z chusteczkami przy twarzy…

- Miło mi to słyszeć. Często po koncertach ludzie podchodzą do mnie i mówią, że po raz pierwszy w życiu płaczą słysząc muzykę. Nie wiem, czy dla artysty może być coś piękniejszego, czy można jakoś piękniej wyrazić swoje uznanie.

Jak Pan to robi, że wywołuje Pan u widzów takie emocje?

- Odpowiem krótko: my nie gramy, my się modlimy! To co usłyszeliście w BUKOVINIE, to była moja modlitwa. Zdaję sobie sprawę, że to modlitwa jest bardzo osobistą sprawą, ale ja kocham się nią dzielić z innymi. Uzewnętrzniam się za bardzo? Być może, ale nie obchodzi mnie to. Taki już jestem.

Przypomina Pan sobie swój najbardziej osobliwy koncert?

- Ach, jeszcze jak teraz o tym myślę, to mam łzy w oczach… W młodości przeżyłem gehennę, byłem w obozie pracy (w Kurowicach – przyp.red.). Włączono mnie do orkiestry obozowej. Grałem dla żyjących, grałem dla umierających. Często było tak, że ci co jeszcze dogorywali, wypowiadali swoje ostatnie słowa, które brzmiały: „Poldziu graj, będzie nam łatwiej umierać!”. Grałem i płakałem, a oni razem ze mną. Widziałem łzy na ich policzkach i z jednej strony byłem smutny, a z drugiej strony cieszyłem się, że w jakiś sposób ułatwiam im odejście z tego świata. Ciężko o tym mówić, ale tak było…

Nie potrafię i nawet nie próbuję sobie wyobrazić, co Pan czuł w tamtych chwilach…

- Żal, gniew i złość, że los jest tak okrutny. Takie rzeczy mogą zniszczyć człowieka, ale ja się nie dałem. Postanowiłem grać dalej po swojemu i robię to do dziś, z czego jestem autentycznie dumny.

Z dziadka też musiał być Pan dumny…

- Mój dziadek Pejsach Brandwein miał dwunastu synów i wraz z nimi założył kapelę klezmerską. Wszyscy oni mieli wykształcenie muzyczne, grali wszędzie, aż w końcu zdobyli taką popularność i renomę, że na swój dwór zaprosił ich cesarz Franciszek Józef. Grali też przed marszałkiem Józefem Piłsudskim!

Jeśli miałby Pan podać swoją definicję muzyki klezmerskiej, to…

- To powiedziałbym, że to mużyka płynąca w żyłach, razem z krwią. Jak wspomniałem wcześniej – dla mnie to modlitwa, publiczne wyznanie wiary!

W dzisiejszych czas usłyszeć takie słowa od muzyka, artysty, to coś unikatowego.

- Bo muzyka klezmerska jest unikatowa. Kto choć raz ją usłyszał, zapamięta ją do końca życia. Pamiętam pewien koncert w Hiszpanii, ale nie pamiętam już w jakim mieście. Publiczność w całości hiszpańska. Po ostatnim utworze na scenę wyszedł mer miasta i powiedział: „Nikt z nas nie zna języka polskiego, ani tym bardziej jidysz. Ale proszę spojrzeć na widzów – oni wciąż płaczą!” Niech to posłuży za komentarz, czym jest muzyka klezmerska…

Dziękuję za tę niezwykłą rozmowę.

- Ja również dziękuję, było mi bardzo miło i cieszę się, że mogłem zagrać w BUKOVINIE. Dziękuję za zaproszenie i do zobaczenia być może na kolejnych koncertach pod Tatrami.

Rozmawiał: Tomasz Gawędzki

Aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie, Serwis wykorzystuje pliki cookies zapisywane w pamięci przeglądarki. Szczegółowe informacje na temat celu ich używania oraz możliwość zmian ustawień plików cookies znajdują się w Polityce prywatności.
Klikając AKCEPTUJĘ WSZYSTKIE, wyrażasz zgodę na korzystanie z technologii takich jak cookies i na przetwarzanie przez Bukowiańskie Towarzystwo Geotermalne Sp z o.o., ul. Sportowa 22, 34-350, Bukowina Tatrzańska Twoich danych osobowych zbieranych w Internecie, takich jak adresy IP i identyfikatory plików cookie, w celach marketingowych (w tym do zautomatyzowanego dopasowania reklam do Twoich zainteresowań i mierzenia ich skuteczności). Zmiany ustawień plików cookies możesz dokonać w ustawieniach.

Zarządzaj ustawieniami dotyczącymi prywatności
Pliki cookies niezbędne do funkcjonowania strony

Pliki cookies niezbędne do działania usług dostępnych na stronie internetowej, umożliwiające przeglądanie ofert, dokonywanie rezerwacji, wspierające mechanizmy bezpieczeństwa m.in: uwierzytelnianie użytkowników i wykrywanie nadużyć.

Pliki cookies analityczne

Pliki cookies umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania przez użytkownika ze strony internetowej w celu optymalizacji jej funkcjonowania, oraz dostosowania do oczekiwań użytkownika,

Pliki cookies marketingowe

Pliki cookies umożliwiające wyświetlanie użytkownikowi treści marketingowych dostosowanych do jego preferencji, oraz kierowanie do niego powiadomień o ofertach marketingowych odpowiadających jego zainteresowaniom, obejmujących informacje dotyczące produktów i usług administratora strony i podmiotów trzecich.

Twoje preferencje nie zostały jeszcze zapisane